| Co wrze w ukraińskim kotle wyborczym? |
|
|
|
To jest już faza finałowa wyborów prezydenckich na Ukrainie. 17 stycznia br. odbędzie się pierwsza tura, a w lutym – druga. Tak przynajmniej wynika z sondaży i opinii ekspertów ukraińskich i zagranicznych. Faworytami do fotela prezydenckiego są od początku kampanii – Wiktor Janukowycz, szef Partii Regionów i Julia Tymoszenko, premier i przywódca Bloku jej imieniem czyli BJuT. Na „czarnego konia” wyborów na razie nie ma co liczyć, bo są wśród kandydatów „stare twarze”, a nowe jeszcze nie okrzepły na tyle, by się przebić. A mam tu na myśli m.in. Arsenija Jaceniuka. Szkoda, że w czołowej dwójce czy trójce nie ma obecnego prezydenta Wiktora Juszczenki, zwolennika reform rynkowych, proeuropejskiego kursu Ukrainy, współpracy gospodarczej ze wszystkimi krajami na warunkach rzeczywistego, równoprawnego partnerstwa, w tym z krajami UE, a więc i z Polską. Z Rosją także, choć ta patrzyła dotąd na Juszczenkę „krzywym okiem”, mówiąc delikatnie, a niechęć tę m.in. potwierdzała zakręcaniem kurka z gazem. A przecież Juszczenko, Ukrainiec z krwi i kości był i jest, mimo pomówień o nacjonalizm i Bóg wie, o co jeszcze, patriotą i orędownikiem suwerenności i niezależności swojego kraju. To co w tym złego? Bez względu na ostateczne wyniki wyborów – jego postawa, intencje i wysiłki oraz efekty działań, w tym na płaszczyżnie międzynarodowej, będą ocenione pozytywnie, ale już przez inne, młodsze pokolenie. Na razie – przed Ukrainą rysuje się złożona wizja i trudna droga przeobrażeń gospodarczych i mentalnościowych. A to wymaga – po prostu – czasu, tego w najbliższej kadencji – na pewno. Będzie to „wymuszony” okres przejściowy, oby nie w postaci bezczynnego postoju czy zastoju. O realiach - chłodnym okiem Kampania wyborcza odbywa się w najgorszym dla społeczeństwa okresie, tj. przede wszystkim głębokiego kryzysu gospodarczego. We wszystkich praktycznie dziedzinach mamy do czynienia z tendencjami spadkowymi – od PKB, przez produkcję przemysłową, po eksport. Wysoki jest poziom inflacji, bo kilkunastoprocentowy. Ceny też rosną „zżerając”I tak niskie dochody, płace i emerytury. Stąd nastroje apatii i zniechęcenia, braku wiary w możliwości poprawy bytu i w…polityków w przeważającej części społeczeństwa. Cierpi na tym przede wszystkim ekipa rządząca, bo to jej przypisuje się en bloc wszystkie zawinione i odziedziczone grzechy i uciążliwości stąd wynikające. W efekcie – notowania premier Julii Tymoszenko są niższe od oczekiwanych jeszcze rok czy dwa lata temu. Na tym zyskuje Wiktor Janukowycz, opozycjonista, wspierany przez część rosyjskojęzyczną mieszkańców wschodnich regionów kraju czy po prostu rusofilów, z domieszką nieukrywanej przecież „sympatii” Kremla. Tenże superkandydat nie prezentuje jednak czytelnych i realnych sposobów wyjścia z obecnej sytuacji gospodarczej, ograniczając się na ogół do obiecanek w stylu „wszystko dla ludzi”, w co mało kto zdrowo myślący wierzy. A „czarnego konia”, jak już wcześniej powiedziałem, nie widać. Więc znów może powtórzyć się scenariusz w stylu „mamy, to co mamy…”. Ponadto – zjawiskiem stale obecnym w realiach ukraińskich jest oligarchizacja czyli przemożny wpływ na gospodarkę i politykę określonych grup finansowo-kapitałowych, widzących priorytet własnych interesów, a nie kraju czy społeczeństwa. Wszechobecna jest także korupcja czyli „nie posmarujesz – nie pojedziesz”. To już nie zjawisko, a patologia. Kto ma pieniądze - ten rządzi Kampanie wyborcze wymagają pieniędzy. Tak jest wszędzie. Tyle, że na Ukrainie – a jest to zdanie niezależnych ekonomistów ukraińskich – fundusze na kampanie konkretnych kandydatów, czy to na prezydenta, czy na deputowanego w Radzie Najwyższej, dzielą się na „oficjalne” i „nieoficjalne”. Często – te oficjalne, to tylko 30% globalnej kwoty na wybory. A w grę wchodzą duże pieniądze. Według tychże źródeł, a i danych opublikowanych w dzienniku „Deło” z 9 listopada ub. roku – szacuje się, że dwójka czołowych kandydatów wyda oficjalnie po 150 mln USD każdy. Ale już inni kandydaci – też sporo, ale znacznie mniej, bo od 50 do 80 mln USD. Najliczniejsza grupa, choć mało licząca się w rozgrywce finałowej, wyda tylko od 15 do 20 mln USD każdy. Na „biznesie” wyborczym korzystają konkretne banki, tak państwowe jak i z kapitałem mieszanym. Liczą też „po cichu” na póżniejszą łaskawość„obłaskawionych”czyli zwycięzców. Dla ilustracji tylko – dotyczy to PUM Banku w przypadku Wiktora Janukowycza i Brokbiznes Banku w przypadku Julii Tymoszenko. Udziałowcami tych banków są- odpowiednio: Rinat Achmetow, jeden z najbogatszych biznesmenów na Ukrainie oraz Ołeksandr i Serhij Burjak – deputowany BJuT i zastępca naczelnika Państwowej Administracji Podatkowej. Dla ciekawości też – w przypadku Wiktora Juszczenki – dotyczy to banku państwowego Ukrsimbank, a Arsenija Jaceniuka – Banku Forum. Szef partii komunistów Ukrainy przylgnął do Oszczadbanku, B. szef Rady Najwyższej Ołeksandr Moroz do Praweksbanku. Sympatii bankowych nie ujawnił Wołodymyr Lytwyn, też b. szef Rady Najwyższej czyli parlamentu ukraińskiego. Na tle finansowego aspektu wyborów nasuwa się refleksja ogólniejsza. Powszechnie głosi się niemal kanoniczną zasadę, że to naród wybiera i rządzi przez swoich wybrańców do władz państwowych i administracyjnych. Na Ukrainie, choć może i w innych miejscach Europy i globu, jest jednak odczuwalna różnica między „głosujesz”, a „wybierasz” i „rządzisz”. Wybiera częstokroć, nie uogólniając przesadnie – oligarcha, bogacz, latyfundysta i jego poplecznicy. To też swoista, polityczna patologia, którą trzeba jak najrychlej rugować z życia publicznego. Aspekt specyficzny - delikatny acz istotny Cechą specyficzną realiów społeczno-gospodarczych, a zwłaszcza politycznych Ukrainy, są jej stosunki z Rosją, w tym relacje na najwyższych szczeblach. Z całą jaskrawością ten element uwidocznił się w czasie kampanii wyborczej, a już na pewno w regionach wschodnich, w tym na Krymie i w Sewastopolu. Uwidaczniał się i przedtem – w formie zakręcania kurków gazowych, a w obecnej kampanii – w hasłach i wypowiedziach na licznych wiecach. Wstrzymanie przez Kreml wysłania nowego ambasadora Rosji do Kijowa – ilustruje, bez potrzeby specjalnych komentarzy, choć na takie zasługuje, stan stosunków politycznych. Każda ze stron – a rosyjska na pewno – broni swoich „jedynie słusznych” racji. Ukraina trzyma swojego ambasadora w Moskwie, nie bacząc na kaprysy drugiej strony. I dobrze. Ale consensusu na razie „na żal”, jak mówią Ukraińcy – nie ma. A przecież to dwa bliskie sobie narody słowiańskie. Bliskie kulturowo, obyczajowo i religijnie. Więc słuszne przecież hasło „razem – lepiej”, znane powszechnie i w Kijowie, i w Moskwie czy Sankt-Petrsburgu – zawisło jakby w próżni. Niestety, sama kampania wyborcza nie wniosła tu niczego nowego czy przełomowego. A szkoda, bo czas płynie. Oba kraje stają się coraz bardziej europejskie, a wzajemne stosunki utknęły na mieliżnie politycznej. Czas ruszyć z miejsca. I to jest jedno z najważniejszych zadań do konstruktywnego rozwiązania w okresie powyborczym. Potrzeba konstruktywnych działań Potrzeba konkretnych działań po tych i innych w przyszłości wyborach jest konieczna i niezbędna. Myli się jednak, moim zdaniem, ten, kto sądzi, że po emocjach wyborczych, automatycznie spadnie temperatura „wrzenia” na Ukrainie. A nawet jak trochę spadnie, to proces owego „wrzenia” będzie trwać nadal, bo jak dotychczas – wszystko wrze i prawie wszystko jest surowe. Nastroje powyborcze podsycać będzie trudna sytuacja gospodarcza, której nie da się zmienić i poprawić szybko, z dnia na dzień. Ukraina potrzebuje radykalnego i konsekwentnie realizowanego programu naprawczego, a nade wszystko głębokich reform strukturalnych, tak w przemyśle, jak i w rolnictwie. W tym celu – trzeba stworzyć, ująć w ramy ustawodawcze i przełożyć na język praktycznych działań projekty rozwoju efektywnego i innowacyjnego, proeksportowego, z uwzględnieniem mechanizmów i wymogów handlu światowego. Nurt konstruktywnych działań wymaga fachowców i kompetencji, nowych kadr. Minął już czas „powielanych” omnipolityków z przeterminowaną datą urzędowania! Potrzeba odnowy kadrowej na czas kreatywnego i dynamicznego optymizmu. Czy Ukrainę na to stać? Potencjalnie – tak, ale jak ten potencjał będzie wykorzystywany- zobaczymy. I choć gotowych recept jeszcze nie ma – to bądźmy dobrej myśli!
Mikołaj Oniszczuk
|













